Najlepszy ze światów

admin post on Październik 10th, 2013

Niektóre firmy mają osobliwą i niebezpieczną dla nich strategię budowania własnego wizerunku. Wprowadziły u siebie rodzaj  „business correctness”: propagandę sukcesu, ostrą cenzurę informacji i motywowanie pracowników na siłę.

Na stronie www  firmy doradczej Deloitte & Touche, działa forum dyskusyjne dla osób zainteresowanych konsultingiem, w tym kandydatów do pracy  w D&T. Każdy może tu  napisać i przeczytać, co chce.

- Korzyści z braku cenzury przewyższają ewentualne zagrożenia, takie jak frustracja byłych pracowników firmy, którzy na forum wyleją swoje żale, albo nawiedzony internauta zasypujący forum informacjami nie na temat – uważa Ewa Bosowska, która koordynuje działanie forum. – Jeśli ktoś napisałby, że D&T jest do kitu, podjęłabym rzeczową polemikę.

Ale firm komunikujących się w ten sposób z pracownikami i swoim otoczeniem nie ma wielu. Znacznie częściej spotyka się podejście przypominające PRL lat 70. i ówczesną propagandę sukcesu, kiedy przywódcę PZPR obowiązkowo przedstawiano w dzienniku telewizyjnym jako „Pierwszego Sekretarza Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Towarzysza Edwarda Gierka” (w gazetach wszystko z dużej litery). Jeśli jego nazwisko w  wiadomości się powtarzało, trzeba było ów długi  tytuł  na nowo przytoczyć. Cały zaś tekst musiał być napisany w odpowiednio pochwalnym tonie, a news o tym, że Pierwszy przeciął gdzieś wstęgę, należał do najważniejszych.

W  lipcu 2000 r., pracownicy  Banku Śląskiego mogli przeczytać  w firmowym magazynie „Baśka”, że  „Uroczystość otwarcia (oddziału banku – od red.) odnotowano w Zgierzu jako ważne wydarzenie, co potwierdziła zarówno ranga jak i liczba przybyłych gości reprezentujących lokalne władze i biznes. Symbolicznego przecięcia wstęgi dokonał Starosta Powiatu Józef Dziemdzieła oraz Pierwszy Zastępca Prezydenta Zgierza, Zbigniew Wasiak”.

Od ponad roku każde wydanie ”Baśki” roi się od tego typu  tekstów.  Ze świecą zaś szukać  takich, które mówiłyby o obawach pracowników związanych np. z  pogłoskami, że centrala firmy przenosi się z Katowic do Warszawy. Trudno też  znaleźć tam artykuły krytyczne wobec tego, co się dzieje w przedsiębiorstwie, czy choćby napomykające o problemach, z którymi boryka się sektor bankowy w Polsce.

- Zasada  „nie wolno krytykować szefa” jest bardzo szkodliwa, jej przestrzeganie  zmniejsza wartość firmowej gazetki i każdej formy komunikacji wewnętrznej, podważa wiarygodność pracodawcy  i na dłuższą metę powoduje, że komunikacja taka nie ma sensu – przestrzega Piotr Czarnowski, szef agencji First PR.

Nachalne wychwalanie przynosi często efekt odwrotny do zamierzonego – wzbudza tylko nieufność tych, którzy takie laurki czytają.

Spece od PR typu „business correctness” próbują też swoich sił w kontaktach z normalnymi mediami. Na przykład specjalista ds. PR  w AT Kearney, autoryzując wywiad przeprowadzony przez BM z szefem polskiego oddziału tej firmy doradczej, zmienił nie tylko jego wypowiedzi , ale i pytania dziennikarza, a nawet tytuł całości, która nie nadawała się po tym wszystkim do publikacji. W przysłanym do redakcji e-mailu, napisał: „Tytuł (…) absolutnie nam nie odpowiada – niesie ze sobą złe skojarzenia. (…) Zwroty typu „sztuczki modne w doradztwie strategicznym”, „sztuczki, które sprawiają, że klient otwiera portfel” (padły z ust dziennikarza prowadzącego wywiad –od red.) są niedopuszczalne w wywiadzie z osobą pokroju mojego szefa i w piśmie tej klasy. (…)  Czy zastanawiał się Pan, który z klientów po przeczytaniu tego artykułu będzie chciał kiedykolwiek skorzystać z usług naszej firmy? Celem działań PR-owych jest kreowanie wizerunku pozytywnego, a nie negatywnego.”

-  PR-wiec  z prawdziwego zdarzenia nigdy by tak nie postąpił -  kwituje rzecz Piotr Czarnowski.

Z kolei rzeczniczka BRE Banku usiłowała swego czasu wstrzymać publikację w BM zawodowego horoskopu  prezesa Wojciecha Kostrzewy, zarzucając redakcji, że  pisze o nim w niewystarczająco prestiżowym kontekście.

Poprawnościowa choroba toczy jednak nie tylko oddziały szturmowe  public relations . Cierpią na nią też niektórzy personalni, wmawiający pracownikom, że ich firma jest światem najlepszym z możliwych.  I nie chodzi tu tylko o spektakularne przykłady, jak Amway i jego słynne zjazdy, na których, niczym na mityngach polityczno-ideologicznych, motywuje się handlowców do lepszej pracy. Business corectness jest często „pełzająca” : przed rokiem na łamach BM przytaczaliśmy np. wypowiedź jednej z pracownic Wizji TV, skarżącej  się, że musi uczestniczyć w fasadowych wyjazdach integracyjno-motywacyjnych, choć tego nienawidzi. W innych firmach motywowanie odbywa się na zakrapianych imprezach, nieobowiązkowych, a jakże, ale strach nie przyjść. Na zjazdach i bankietach prezesi wygłaszają zwykle przemówienia o tym, jak wspaniała jest  firma i jak troszczy się o ludzi, oferując im tego rodzaju atrakcje. Miejsca na trudne pytania – np. o redukcję zatrudnienia albo zaległe premie – nie ma. Do takich akcji pasuje jak ulał  określenie  „motywowanie na siłę” – jasno daje do zrozumienia, że mamy do czynienia z idiotyzmem.

W ślad za propagandą sukcesu i fasadową polityką personalną idzie firmowa megalomania, objawiająca się przeczuleniem na własnym punkcie. Menedżerowie wielu przedsiębiorstw utwierdzają się w przekonaniu, że ich firma jest najlepsza w danej dziedzinie i wolno o niej wyrażać się tylko w superlatywach. Bywają gorliwsi od pr-owców. Gdy dziennikarz napisze artykuł o branży, w której działa przedsiębiorstwo, nie cytując jednocześnie nikogo z  jego  pracowników, naciskają na rzecznika, by ten… udzielił redaktorowi reprymendy. Niezadowoleni są też, gdy prezes jest cytowany, ale w niewłaściwym według nich kontekście.

Nieraz  traktują sprawy marginalne  jako kluczowe, „polityczne” czy wręcz dowody teorii spiskowej.  Jeden z rzeczników prasowych, reprezentujący amerykańskiego producenta żywnosci, odmówił autoryzacji wypowiedzi swojego szefa, bo te pojawiły się w artykule jako drugie: wcześniej zacytowano prezesa konkurencji. Rzecznik uznał, że „taki układ” jest dla jego firmy niekorzystny.

- Dla bardzo wielu przedsiębiorstw  ich własne sprawy są do tego stopnia  ważne, ze przesłaniają to, co dzieje się wokół nich, usuwając w cień zdrowy rozsądek – mówi Piotr Czarnowski .-  Jeżeli coś się nie uda, doszukują się spisku, zmowy konkurencji, mediów, partii politycznych, służb specjalnych, obcych mocarstw lub Unii Europejskiej, które nie mają nic innego do roboty, jak tylko śledzić nieszczęsną firmę. Taka „paranoja prześladowcza” bardzo silnie rzutuje na koncepcje i metody komunikacji wewnętrznej i zewnętrznej.

Ze szkodą dla najbardziej zainteresowanych, bo  uprawianie business correctness przynosi spore straty, jak utrata dobrej reputacji wśród klientów czy frustracja pracowników. Ta ostatnia wprost prowadzi do sytuacji kryzysowych. Bywa, że pracownicy – dławieni wewnętrzną cenzurą – idą się wyżalić na łamach ogólnopolskiej czy regionalnej prasy. A stąd już tylko krok do nagonki dziennikarzy na firmę.

- Straty te są porównywalne z tym, co dzieje się, gdy w firmie panuje komunikacyjna anarchia  – przestrzegają specjaliści.

Cenzura jest bowiem tak samo destrukcyjna jak przenoszenie do firmy zwyczajów dużych mediów, krytykujących  wszystko i każdego. Nie można raz na  zawsze stwierdzić, że „luz” jest lepszy niż „mus”,  lub odwrotnie. Wiele zależy od konkretnej sytuacji. Kto tego nie widzi, w najlepszym przypadku  popada w śmieszność. Niestety, czasami na tym się nie kończy, o czym świadczyprzykład firmy Intel z roku 1994.  Gdy firma wypuściła na rynek pierwszy procesor Pentium, szybko okazało się, że w chipie jest poważny błąd. Ale wtedy trwała już kampania „Intel inside” i szefostwo firmy wolało zastosować strategię wewnętrznej autocenzury i zmowy milczenia.  Mimo, że chowanie głowy w piasek trwało tylko kilka dni, sprawa szybko stała się bardzo znana – za pośrednictwem internetu.  W tak krótkim czasie Intel mocno nadszarpnął swoją reputację producenta niezawodnych chipów.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>